Zobaczyliśmy je, gdy siedziały ostatniego dnia października na sofach a przed nimi na stolikach koloru dojrzałych kasztanów leżały bardzo, bardzo jesienne liście, o których już za kilka minut będziemy wiedzieli, że można mówić kolorowe, tęczowe… Skąd ta wiedza? A no stąd, że pani bibliotekarka na tle jesiennych bukietów czytała im, pięcio- i sześcioletnim Krasnalom z Puchatka, „Jesień liścia Jasia” Leo Buscaglii, książeczkę na pozór smutną i melancholijną, ale jakże oddającą nastrój tego dnia. Gdzieś między tekstem opowieści, słuchanej przez dzieci spokojnie i uważnie, jakby niechcący trafiały się wyrazy „śmierć”, „groby”, „cmentarz”, „bliscy”, które współgrały z zamiarem Buscagliego bardzo delikatnego oswajania najmłodszych z trudnymi, może do tej pory niewypowiedzianymi sprawami. Dzisiaj towarzyszem podróży po losach życia był dla nich liść Jaś roztrząsający owe problemy jeszcze jako ciemnozielony, zadowolony ze swojego istnienia na drzewie, życia wśród szeleszczących razem z nim braci. Tutaj szybko nadchodząca jesień nie okazała się porą odejścia, zamierania, zanikania. To przejście. Jaś przy jednym silnym porywie wiatru, już o barwach tęczy, zmienia perspektywę  i może spojrzeć na drzewo, z którego pochodzi, całkiem inaczej. Widzi całe drzewo! Jego ogrom. Potem miesza się z wodą, płynie. Staje się częścią nie śmierci, ale życia, które Jaś, jak i inne liście, daje swojemu drzewu…

Widać, że przedszkolaki nie machają nogami. Jeśli była w nich jakaś niecierpliwość, to w trakcie słuchania zniknęła. Niektóre patrzą na liście. Można je brać do rączek. Teraz machamy. Pokazujemy jak liśćmi porusza wiatr. Czasem bardzo lekko, innym razem to porywisty podmuch.

Ależ nie! Wiadomo, że ten nieco melancholijny nastrój nie może trwać długo. Kilka chwil wystarczy. Pani bibliotekarka przedstawia panią Justynę, plastyczkę z Kętrzyńskiego Centrum Kultury. Ta mówi o sobie, o zajęciach z dziećmi, zaprasza.

Każdy ma w ręku liść. Ma być miękki i dać się delikatnie zwijać. Tworzy się pierwszy kwiatek. Panie opiekunki, pani Justyna, pani bibliotekarka podchodzącą do każdego z osobna. Ale to nie wystarcza. Dzieci domagają się pomocy, nauki. W końcu każde jest usatysfakcjonowane. Jeszcze trochę pracy, trochę uwagi i są bukiety. Potem już tylko pozujemy, chwalimy się i dziękujemy pani Justynie.