Książka jaką omawialiśmy podczas spotkania 23 stycznia wpisała się w nastrój – nostalgiczna, napisana pięknym językiem. Hanemann”, bo o niej mowa, to powieść o człowieku dotkniętym osobistą stratą i uwikłanym w dzieje Gdańska. Za jego życia miasto staje w ogniu wojny, traci status Wolnego i po II wojnie światowej przechodzi w ręce polskiej administracji.    Miejsce niemieckich mieszkańców, którzy uciekając, opuszczają na zawsze swoje dobytki, zajmuje napływowa ludność polska. Przybysze, repatrianci ze wschodu, próbują ułożyć sobie życie na nowo. Zmieniają się nazwy ulic, struktura społeczna, charakter miasta. Tytułowy bohater nie rusza się z miejsca – choć powinien wyjechać. Jego świat znika, a on sam staje się duchem dawnej epoki. Jednak ta wielka apokalipsa, której jest świadkiem, stanowi jedynie dopełnienie wcześniejszej, osobistej – związanej ze stratą ukochanej, która naznaczyła go bardziej niż wojenna zagłada Gdańska. Opisany przez Chwina z prawdziwą maestrią świat rzeczy ginących w pożarach, bezwolnie przechodzących w cudze ręce, niszczejących w obcym otoczeniu, jest tylko jeszcze jednym symbolem pustki i opuszczenia…